Ustawa hazardowa a model duński

Od 700 milionów do 4 miliardów złotych – tyle w ciągu czterech lat może przynieść Skarbowi Państwa wprowadzenie przepisów regulujących branżę hazardową na wzór obowiązujących w Danii. Tak wynika z raportu Deloitte opracowanego na zlecenie EGBA (europejska organizacja zrzeszająca firmy bukmacherskie).

Absurdy naszej ustawy hazardowej nie są żadną tajemnicą, obowiązuje ona jednak od ponad pięciu lat. Skutek? Według badań od 84 do 91 procent rynku hazardu online należy do podmiotów działających wbrew regulacjom prawnym. W Danii – 5 procent.

– Nasz przekaz jest jasny – dobra regulacja prawna rynku bukmacherskiego przynosi korzyści klientom, operatorom, władzom i choćby klubom sportowym, które są chętnie sponsorowane przez firmy bukmacherskie. Każdy rząd, który chce poważnie zająć się tym zagadnieniem i przyciągnąć jak najwięcej zagranicznych firm, musi pamiętać o czterech sprawach. Rozsądnym podatku – od przychodu, a nie obrotu, pozwoleniu na szeroką ofertę gier online, wreszcie, umożliwieniu legalnym operatorom reklamowania swoich usług oraz zgodności z prawem Unii Europejskiej. – podkreśla Richard Leather, przedstawiciel EGBA na Europę wschodnią.

Polska ustawa przewiduje 12-procentowy podatek obrotowy. Legalnie działający operatorzy (licencję ma czterech) przerzucają go na graczy. Skutek jest taki, że można wygrać zakład np. o wynik meczu Polska – Gibraltar i… dostać mniej pieniędzy, niż się wpłaciło. W Danii, na której według ekspertów powinniśmy się wzorować, realny podatek wynosi 1,6 proc. (20 proc. od przychodu brutto przy marży na poziomie 8 proc). W 5,5-milionowym kraju funkcjonuje 53 operatorów, w 2013 r. do budżetu państwa wpłacili około 262 mln złotych (w Polsce ok. 53 mln zł).

Nasze prawo zabrania też organizowania w internecie innych gier niż zakłady wzajemne (np. gry karciane łącznie z pokerem, ruletka czy loterie), które bukmacherzy mają w ofercie. Zakazana jest też reklama usług, operatorzy mogą tylko informować o sponsoringu. Na takiej zasadzie Fortuna wspiera Legię, a STS Lecha i reprezentację Polski. Z powodu wysokich podatków i tego, że większość klientów gra w szarej strefie, ich nakłady są ograniczone. Przed wejściem w życie ustawy bukmacherzy pompowali w polski sport (oprócz piłki nożnej choćby konkursy skoków narciarskich) nawet 40 mln zł rocznie. Obecnie ok. 10 mln.

Najbardziej straciła I liga piłkarska, której sponsorem tytularnym był w 2009 r. Unibet. Po wejściu w życie ustawy umowa został zerwana. Od tamtego czasu rozgrywki nie znalazły inwestora, a wiele klubów znajduje się na skraju bankructwa. Tylko w ubiegłym sezonie Flota Świnoujście wycofała się po 29. kolejkach, a Widzew Łódź oddał dwa mecze walkowerem. Nieco ponad dwa tygodnie przed startem ekstraklasy boryka się ona z podobnym problemem – wygasła umowa z T-Mobile, a nowego sponsora nie widać. Naturalnymi partnerami lig są bukmacherzy – tak jest choćby w Anglii (Sky Bet Championship), Szkocji (Ladbrokes Premiership) czy Czechach (Synot Liga). W Polsce nie ma na to szans, a głównymi mecenasami sportu są spółki Skarbu Państwa.

Zamiast gruntownych zmian, władze dokonują kosmetycznych. Nowelizacja ustawy przegłosowana 12 czerwca przez Sejm umożliwia operatorom staranie się o licencję bez rejestrowania w Polsce spółki. Niczego to jednak nie zmienia, bo od powrotu na nasz rynek odstraszają ich pozostałe zapisy. Kontrowersyjna jest też kwestia braku nowelizacji ustawy w Komisji Europejskiej, co skrytykował m.in. Sąd Najwyższy. „Konsekwencją naruszenia przepisów o notyfikacji jest niestosowanie nienotyfikowanej regulacji prawnej” – uzasadniał prof. Jacek Sobczak.

Tak jak w 2009 r., zabrakło konsultacji społecznych z zainteresowanymi stronami. Przedstawiciele EGBA podkreślają, że Ministerstwo Finansów zwyczajnie… unika kontaktu z nimi. Podobne doświadczenia ma Stowarzyszenie Wolny Poker walczące o uregulowanie prawne ich gry, którą wbrew badaniom i logice władze uznały za losową.

– W Europie wschodniej są inne kraje, których władze unikają rozmów na temat regulacji rynku. Zwykle panuje tam państwowy monopol na hazard i zakłady wzajemne. Ale powoli się to zmienia. Przykłady krajów, które wprowadziły liberalne przepisy mówią za siebie. Wystarczy otwarty umysł i konstruktywne podejście do zagadnienia, by zmienić niekorzystne prawo w każdym miejscu – przekonuje Leather. – To jest dobry czas na zmiany w Polsce. Wierzę w to, że można osiągnąć sukces legislacyjny w ciągu roku, może nawet szybciej. Kluczowe będzie nastawienie nowego rządu po jesiennych wyborach i zaangażowanie w zmiany, które przyniosą korzyści dla wszystkich stron. Niezależnie od wyników wyborów, bez dialogu nie będzie to możliwe – dodaje.

Czytaj więcej: polskatimes.pl

About The Author

Kochamy piłkę nożną. Chcemy w nią grać i chcemy by wszyscy mogli to robić. Chcemy znów otworzyć miejsca do gry by piłka nożna była łatwo, szybko i dla wszystkich dostępna. Grajmy w piłkę - i pomóżmy innym by tez mogli w nią grać.

Related posts